Do współpracy nad In Utero grupa zatrudniła Steve'a Albini, mającego na swoim koncie album Surfer Rosa zespołu Pixies z 1988. Nevermind przyciągnął widownię nie mającą wiele wspólnego z rockiem alternatywnym, Nirvaną ani z jej muzycznymi protoplastami – zespół chciał, by Albini zawarł na albumie "szorstkie, ciężkie brzmienie". Jeden z utworów na In Utero, zawierający wiele pisków i hałasu, został ironicznie nazwany "Radio Friendly Unit Shifter" (co w slangu wytwórni muzycznych oznacza "album idealny" – nagranie sprzedające się w dużym nakładzie oraz często nadawane w radiu). Pomimo tego, Cobain w jednym z wywiadów powiedział, że dźwięk uzyskany przez zespół z Albinim był takim, jaki zawsze chciał uzyskać. Proces nagrywania i produkcji był stosunkowo szybki – album został nagrany i zmiksowany w ciągu dwóch tygodni za sumę 25 tys. dolarów w Pachyderm Studios w Cannon Falls.
Kilka tygodni po zakończeniu sesji nagraniowych gazety Chicago Tribune i Newsweek napisały, jakoby według DGC Records album był "niemożliwy do wydania". W rezultacie większość fanów zespołu zaczęło wierzyć, że żądania wytwórni mogą ograniczyć kreatywność zespołu. Choć okazało się, że pogłoski były fałszywe, zespół ujawnił w jednym z wywiadów, że jest niezadowolony z poziomu zmiksowania albumu – Cobain uważał, że głośność partii basowych była zbyt niska, a "Heart-Shaped Box" i "All Apologies" nie brzmiały "perfekcyjnie". Do pomocy przy remiksowaniu tych dwóch utworów zaangażowano Scotta Litta, długoletniego producenta R.E.M., zaś Cobain dodał więcej ścieżek instrumentalnych i wokal wspierający.
In Utero zadebiutował na pierwszym miejscu listy Billboard 200 we wrześniu 1993. Christopher John Farley, dziennikarz gazety Time, napisał w recenzji albumu: "Mimo obaw części fanów alternatywnego rocka, Nirvana nie zbliżyła się do mainstreamu, to raczej nowy album zbliży mainstream do Nirvany". Album okazał się komercyjnym sukcesem, choć nie aż takim, jak Nevermind. Jesienią tego samego roku Nirvana udała się w pierwszą od dwóch lat dużą trasę koncertową po Stanach Zjednoczonych. Na czas trasy drugim gitarzystą został Pat Smear z punkrockowego zespołu The Germs.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz